Bazylika Grobu Bożego

Jerozolimska Bazylika Grobu Bożego czy Bazylika… Zmartwychwstania?

Jerozolimska Bazylika Grobu Bożego to miejsce, gdzie ściągają tłumy z całego świata – nie tylko chrześcijanie, ale także wyznawcy innych religii. Dla chrześcijan to miejsce najświętsze – pamiątka ukrzyżowania i śmierci Jezusa.

Główne wejście do budynku właściwe nie zapowiada, co kryje się wewnątrz. Gdy stoisz przed nim, możesz pomyśleć: „Kościół jak każdy inny, jakich w Jerozolimie wiele”. A jednak drzwi są wielkie, masywne i prowadzą do miejsca, gdzie znajduje się grób, w którym po śmierci złożono ciało Jezusa.

Powyżej drzwi, nieco na prawo znajduje się spore okno, ale nie ono przyciąga wzrok, a oparta o nie… drabina. Jak się tam znalazła? Na takiej wysokości? Po co ktoś postawił (zostawił) w takim miejscu drabinę? Kiedy? Czy to pozostałość po jakimś dawnym remoncie, czy może symbol drogi do nieba?…

Historia drabiny (a właściwie jedna z jej wersji) jest ciekawa i sięga aż XIX wieku. Wtedy to wprowadzone zostało przez ówczesnego sułtana osmańskiego tzw. Status Quo, czyli zarządzenie, na mocy którego wspólnoty chrześcijańskie działające na terenie Izraela i Autonomii Palestyńskiej miały zachować niezmieniony stan własności i praw posiadanych przez każde z wyznań w poszczególnych sanktuariach oraz sposobów i warunków pełnienia obrzędów i liturgii wewnątrz bazyliki Grobu Świętego, bazyliki Narodzenia w Betlejem i Grobu Maryi Panny w Jerozolimie. Status Quo obowiązuje nieprzerwanie do dziś. A w chwili jego wydawania przez sułtana drabina stała pod tym oknem, bo była potrzebna do jakiegoś remontu czy sprzątania. I tak już została, gdyż nie wiadomo było wtedy, kto ją tam postawił i czyją była własnością. Tkwi pod tym oknem już od ponad 150 lat będąc swoistym świadkiem licznych ludzkich wzruszeń, łez, nawróceń…

Ale zostawmy banalną drabinę i wejdźmy wreszcie do świątyni. Obecnie – na mocy Status Quo – swoje siedziby mają tam przedstawiciele trzech wyznań: prawosławnego patriarchatu Jerozolimy, Zakonu Braci Mniejszych, czyli franciszkanów oraz Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Duchowni tych trzech wyznań mogą na zmianę sprawować liturgię. Dodatkowo w największe święta bazylika jest udostępniana także Syryjskiemu Kościołowi Ortodoksyjnemu i Etiopskiemu Kościołowi Ortodoksyjnemu. Kilka pomieszczeń należy też do Koptyjskiego Kościoła Ortodoksyjnego. „To przygnębiające, że przedstawiciele sześciu grup (…), z których każda ma wyznaczony w bazylice określony teren, obserwują się nawzajem pilnując, czy nie dochodzi do naruszenia ich przestrzeni czy też czegokolwiek, co uznają za naruszenie swoich praw” pisze James Martin w przywoływanej już przeze mnie w ostatnich numerach „Królowej” książce pt. „Jezus”.

Mnogość właścicieli i zarządców w naturalny sposób powoduje pewien chaos i brak spójności. Pielgrzym wyczuwa ten chaos od razu po wejściu do środka bazyliki. Stoją tam rusztowania, kręcą się robotnicy budowlani, słychać odgłosy różnych narzędzi. Ekipy remontowe przesuwają rusztowania co jakiś czas z jednego miejsca w drugie w zależności od tego, która wspólnota dysponuje akurat środkami na remont. Trudno w tym chaosie o wyciszenie i skupienie, ale niekończące się właściwie remonty są konieczne, ponieważ bazylika była wielokrotnie niszczona przez trzęsienia ziemi, pożary, wojny i obecnie jej stan pozostawia wiele do życzenia. A stanowi ona niemal szachownicę różnych części, kaplic, dobudówek, które różnią się między sobą stylem architektury, wystrojem, rodzajem ozdób. To istna mozaika różnych odcieni wiary, które przenikają się i nawzajem ubogacają.

Pielgrzym podąża wyznaczoną ścieżką wzdłuż różnych kaplic, kapliczek, ołtarzy aż dociera wreszcie do grobowca Jezusa. Znajduje się on na skrzyżowaniu nawy głównej i transeptu. Strzegą go prawosławni mnisi, sprawiający wrażenie poważnych, surowych, wręcz ponurych, lecz w pełni świadomych, że strzegą miejsca najświętszego. Mnisi dbają o to, by kolejka osób chcących wejść do Grobu Bożego sprawnie przesuwała się do przodu i aby panował w niej porządek.

Sam grób składa się z dwóch pomieszczeń: westybulu, zwanego inaczej kaplicą Anioła (na pamiątkę anioła, którego zobaczyły przed grobem Jezusa kobiety przybyłe tam o poranku dnia zmartwychwstania) i właściwego grobu. Podczas, gdy jedni są w grobie i klęczą przed marmurową płytą, na której zgodnie z tradycją złożono ciało Jezusa, inni czekają cierpliwie w westybulu poddając się podniosłej atmosferze modlitwy i tajemnicy. Gdy klęczysz przed tą marmurową półką, chłoniesz tę tajemnicę, napełniasz się nią, oddajesz hołd tym kamieniom, które są świadkami. Nie mówią, nie opowiadają, milczą, ale wciąż świadczą, że „grób został pusty”. Pobożni pielgrzymi z czcią dotykają płyty, pochylają się nad nią, całują ją starając się jak najwięcej tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Jezusa zabrać w swoim sercu. Trzeba już jednak wychodzić, zrobić miejsce innym pielgrzymom. Ale trzeba choć na moment wewnętrznie się zatrzymać i uświadomić sobie, że to miejsce to nie tylko grób, nie tylko miejsce pochówku. To przede wszystkim miejsce zmartwychwstania – największego cudu, ostatniego aktu dzieła odkupienia.

Aż dziwne, że bazylikę najczęściej nazywa się Bazyliką Grobu Pańskiego, a nie Bazyliką Zmartwychwstania. Tak jakby bliższa nam i łatwiejsza do zrozumienia była śmierć niż zmartwychwstanie. James Martin pisze: „Ukląkłem na posadzce i pochyliłem się, by dotknąć czołem i dłońmi zimnego kamienia. I w tej samej chwili oczyma duszy ujrzałem żywy obraz Jezusa, który leży na kamieniu i nagle siada. Widziałem Go, czułem, jak powstaje. Obraz ten wypełnił mój umysł. Dałem się ponieść emocjom, zacząłem płakać. Wyszedłszy niepewnie z Grobu, zatrzymałem się przy kolumnach niedaleko Aediculum i ukląkłem. Czemu wcześniej nie zrozumiałem, że to nie tylko Bazylika Grobu? To była również Bazylika Zmartwychwstania. (…) Tu powstał z martwych – myślałem. I myślałem o tym, że uczynił to dla wszystkich – dla przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. I o tym, że wtedy wszystko się zmieniło. (…) Łatwo było wyobrazić sobie to miejsce w wielkanocny poranek…”.

W bazylice trudno dziś znaleźć miejsce zaciszne, sprzyjające skupieniu i modlitwie, czy choćby zadumie. Ale sam, nawet krótki, pobyt w niej pozwala napełnić się odrobiną Tajemnicy.

Dorota Marcinkowska